Jak dobieramy partnerów

„Szukając sensu w miłości tracimy sens własnych działań” – przysłowie francuskie.

Dlaczego ludzie lubią jednych a nie przepadają za innymi? Dlaczego pewne pary wspólnie, w zgodzie przeżywają 50 lat a inne rozpadają się po kilku miesiącach? Co powoduje, że ludzie dobierają danych partnerów? Na pewno ma na to wpływ nie tylko przypadek, ale też uwarunkowania osobowościowe
i społeczne. Postaram się, w możliwie krótki i czytelny sposób przyjrzeć tym okolicznościom, choć uprzedzam, że nie dam prostych wytycznych do skutecznego uwiedzenia upatrzonej ofiary, bowiem zgodnie z powyższym powiedzeniem, miłość jest jednym z tych zjawisk, które od stuleci ucieka z ram prostych wzorów i koncepcji, tak poetom jak i psychologom.

Pierwszym krokiem do uchwycenia istoty zagadnienia jest wprowadzenie podziału miłości ze względu na różne jej odmiany. Istnieją trzy podstawowe komponenty związku między dwoma osobami: namiętność, zaangażowanie i uczucie. W zależności od połączenia tworzą one cztery rodzaje miłości – miłość romantyczną, gdy występuje uczucie i namiętność, miłość fatalną, gdy jest zaangażowanie i namiętność, braterską gdy mamy uczucie i zaangażowanie oraz wreszcie miłość idealną (!) jeśli związek wiążą wszystkie te elementy. Rzadko spotykamy jednak ten ostatni rodzaj związku, który ma, jak pokazuje analiza konkretnych przypadków, największe szanse na długowieczność.

Zadając pytanie, dlaczego dobieramy sobie danych partnerów otrzymujemy kilka odpowiedzi. Otóż, ma na to wpływ, po pierwsze, częstotliwość kontaktów. Im częściej kogoś widujemy tym bardziej rośnie szansa, że go polubimy. Badania pokazały, że większość par wśród amerykańskich studentów, tworzyło się spośród osób sąsiadujących ze sobą w akademikach. Po drugie atrakcyjność fizyczna. Osoba postrzegana przez nas jako urodziwa, oceniana jest lepiej pod względem innych cech, także osobowościowych, nawet, gdy jej nie znamy. Większość stereotypowych cech i zdolności przypisywanych ludziom pięknym to atrybuty pozytywne i pożądane. Jako atrakcyjni fizycznie są oceniani ludzie spełniający pewne standardy piękna, narzucone społecznie: krągłości i wcięcie w tali u kobiet oraz wysoki wzrost i silne ramiona u mężczyzn. Jednakże na partnerów życiowych wybieramy sobie tych, których atrakcyjność wyceniamy na poziomie porównywalnym do własnej. Wiążę się to z kolejnym uwarunkowaniem. Tym trzecim kryterium w doborze jest podobieństwo. Ludzie podobni do nas, prędzej zostaną akceptowani i szybciej pozyskają nasze zaufanie. Dzieje się tak, dlatego, że ludzie podobni do nas dostarczają nam społecznego wsparcia dla naszych cech, postaw i działań. Osoby prezentujący odmienny światopogląd, wzbudzają naszą wrogość i dezaprobatę.

Przyczyny wchodzenia w określone związki interpersonalne wyjaśniają dwie koncepcje. Teoria wymiany społecznej oraz teoria równości. Zgodnie z tą pierwszą, ludzie oceniają koszty ponoszone w danej relacji, porównują je z zyskami wypływającymi ze związku. Wynik tego rozpatrują z perspektywy oczekiwań względem relacji oraz prawdopodobieństwa nawiązania bardziej satysfakcjonujących stosunków. Teoria równości idzie dalej. Zakłada, że ludzie dążą do stanu równowagi i oczekują, że i ich koszty i nagrody w związku męsko – damskim, będą porównywalne do gratyfikacji i kosztów ponoszonych przez partnerów. Ta koncepcja jest szczególnie trafna w przypadku osób, które oceniają bilans na swoją niekorzyść i odchodzą (wykluczając masochistów!). Stosunek nakładów do satysfakcji wpływa na zadowolenie ze związku. Im dłużej trwa relacja tym większa jest, na ogół, wartość wnoszonych inwestycji. Inwestycje, w ujęciu psychologicznym (nie ekonomicznym!), to zasoby jakie ludzie lokują w związku i które zostaną utracone w momencie jego rozpadu. Myślę tu zarówno o dobrach materialnych jak i niematerialnych, np.: energia, czas, rezygnacja z innych opcji życiowych, itp. Im większe jest zaangażowanie emocjonalne i im bardziej długofalowe plany dotyczące partnera, tym mniej nam zależy na rekompensacie naszych kosztów.

W takiej sytuacji zwrot może być odroczony w czasie. Inaczej dzieje się w przypadku związków krótkotrwałych, gdzie na bieżąco dokonujemy, nawet nieświadomie, kalkulacji „coś za coś”. Istotne staje się by otrzymać jak najszybciej ekwiwalent naszych wkładów. Prawidłowość ta to kontinuum na skali wymiana – darowizna. Związkiem typu darowizny jest na przykład miłość rodzicielska. W świetle powyższego, można wytłumaczyć postawę części osób ratujących małżeństwo mimo zdrady, czy wygaśnięcia uczucia do partnera. Często w takich sytuacjach ludzie tłumaczą swoje poświęcenie długim stażem związku, dobrem dzieci czy wspólnym biznesem. Jednym artykułem nie sposób wyjaśnić fenomenu miłości. Mimo wielu koncepcji i prób narzucenia teoretycznych ram nie potrafi, tak naprawdę, zrobić tego ani psychologia ani neurologia ani nawet poezja. W omawianym temacie najlepszą nauką jest osobiste doświadczenie, które zawsze prowadzi do jednej prawdy. Tej, do której sprowadza przytoczone francuskie powiedzenie.

Milena Gojny

Kategorie: Uncategorized

Komentarze są wyłączone.